Dlaczego od jakiegoś czasu myślę, że świat jest jednak dobry

Każdy wie, że „te czasy” są złe. Bo przecież i „ta młodzież”, i „ta chemia”, i „te wszystkie choroby” – wszystko najgorzej. A jednak ja od jakiegoś czasu uważam, że jest całkiem nieźle – dlaczego?

sunset-923180_1920

Pamiętam moment, w którym powiedziałam TO po raz pierwszy. Spotkałam się z koleżanką, która nawet nie jest Kiedyśmamą, tylko wciąż szuka Tego Najlepszego i tak nam temat zszedł na zagrożenia i zło tego świata. A dokładniej – jej zszedł, bo ja na krótki wywód odparłam, że w sumie z drugiej strony to ten świat nie jest taki zły. Nie kontynuowała tego tematu, dyskretnie przeszła do innych wątków.

KROK PIERWSZY: MAGDA

Z kolei pamiętam również moment, kiedy ja usłyszałam to po raz pierwszy w taki sposób, że dało mi do myślenia. Siedziałam wtedy na rozmowie kwalifikacyjnej w przedszkolu ekologicznym. Swoją drogą – ciekawa inicjatywa, w starej kamienicy, zdrowe jedzenie, zabawy, nauka przez doświadczenie, super. Rekrutowana byłam w mieszkanku prowadzących, które znajdowało się nad przedszkolem, czyli na drugim piętrze kamienicy. Atmosfera przyjemna, siedzimy na kanapie, dzieciaki prowadzących zaczepiają mnie, gawędzimy sobie wesoło najpierw o tym, co mnie tu sprowadziło, a potem o życiu. O ekologii, o kosmetykach, o zdrowej żywności, aż wreszcie jedna z dziewczyn powiedziała TO:

– Ej, mi się wydaje się ogólnie ten świat idzie w dobrym kierunku. – nie wiem, jak dla Was, ale mi świat wtedy zatrzymał się na chwilę i zdałam sobie sprawę, że narzekań i ubolewań słyszałam: ale nie głosu nadziei. Magda kontynuowała wtedy, mówiąc o zmianach w stylu życia, o popularności minimalizmu, zdrowej żywności, o tym, że coraz łatwiej łapiemy balans między pracą a życiem, a żywot w korporacji nie jest już szczytem marzeń. I rzeczywiście – miała rację.

Od tej pory przestałam patrzeć na świat wyłącznie w czarnych barwach, zaczęłam też przyglądać się baczniej narzekaniu jako takiemu. Straciłam nieco werwy w narzekaniu na „dzisiejszą młodzież”, na „te czasy”, zastanawiając się, na ile narzekamy z racjonalnych powodów, a na ile – bo tak jest wygodniej. Wiecie, ja nie neguję tego, że sytuacja na świecie nie jest najlepsza. Owszem, dzieje się dużo złego, wojny, zamachy, czy ludzkie nieszczęścia – a dobra nikt nie pokazuje w mediach dla równowagi, bo kto by to oglądał? Dziś całkiem łatwo nam zatracić granicę między codziennością naszego życia, miejscem, gdzie żyjemy a wielkim światem – ale czy naprawdę warto zamartwiać się przesadnie tym, na co nie mamy i tak zbyt wielkiego wpływu? Przecież naokoło nas jest mnóstwo rzeczy, które wymagają naszej aktywności i które możemy zmienić!

KROK DRUGI: WIEDŹMIN

A później jeszcze natknęłam się na jedną ze scen w wiedźmińskiej sadze Andrzeja Sapkowskiego. Jestem maniaczką opowieści s-f i fantasy, cykl książek o wiedźminie Geralcie czytuję średnio raz do roku – i za każdym razem coś nowego zwraca moją uwagę. Tym razem w oko wpadła mi scena, gdzie Geralt, trudniący się zabijaniem potworów, trafia do małej wsi. We wsi zasypują go opisami stworów, dręczących biednych mieszkańców: a to mamun, a to dziwożona, a to mora, co biednych chłopów pijanych po polach włóczy. Wiedźmin nie przyjmuje jednak żadnego ze zleceń, rusza dalej, a kiedy jego towarzysz pyta się, dlaczego tak zrobił, udziela mu prostej odpowiedzi: bo żadne z tych stworzeń nie istnieje. Towarzysz drąży dalej, dlaczego w takim razie chłopi wymyślają jakieś cuda – na co wiedźmin udziela iście filozoficznej odpowiedzi:

„ludzie (…) lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami (…), lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. Łatwiej im żyć”.

Nie powiem, uderzyła mnie ta scena. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że spora część takich współczesnych demonów działa podobnie do tej Mory z wiedźmina. Łatwo nam się psioczy na to, że internet niszczy relacje międzyludzkie – ale to przecież każdy z nas świadomie wybiera podglądanie facebooka na spotkaniu z przyjacielem. To JA niszczę te relacje narzędziem, jakim jest internet – a samo narzędzie jest neutralne. Zupełnie tak, jak nóż – na co dzień używamy go do masła, ale kilka ruchów za dużo i możemy kogoś nim pchnąć. Czy nóż w związku z tym jest zły?

Wiem, taka samoświadomość i przyznanie się do błędu jest trudne – ale w pewnym momencie trzeba zmierzyć się z prawdą. Te dwa incydenty, realny i książkowy, sprawiły, że inaczej trochę patrzę na ludzi i świat. Staram się szukać tego, co dobre, choć z natury najbliżej mi do realistycznie myślącej pesymistki. Kiedy jednak próbujesz być pesymistą w świecie, gdzie media zbijają majątek na sensacji i tragicznych wydarzeń, można po pierwsze zwariować, a po drugie – odruchowo zaczyna się czuć, że coś jednak jest nie halo. Że nie cały świat jest zły.

I tak właśnie powstają teksty, gdzie pesymistka przekonuje do szukania okruchów dobra w tym świecie. Ale wiecie, dlaczego Was przekonuję? Dlatego, że gdy zaczęłam ich szukać, to znalazłam je bez problemu. Tuż obok mnie, nienagłośnione, niemedialne ludzkie szczęścia, przy których można ogrzać serca. I to jedno przekonało mnie, że warto czasem spojrzeć na świat jak na piękne miejsce.

Reklamy

One thought on “Dlaczego od jakiegoś czasu myślę, że świat jest jednak dobry

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s