Jedna rzecz, która mnie martwi w ludziach

fantasy-girl-1082212_960_720

Dziś chcę Wam opowiedzieć o pewnej rzeczy, która mnie martwi. Tak po prostu. Czasem nie jest mi wygodnie w życiu. Nie jest mi wygodnie z bliskimi ludźmi. A powód jest dość niezwykły, więc trochę boję się o nim mówić. Mimo to – opowiem. Posłuchasz?

Etap płakania nad testami ciążowymi przeszłam już dawno i nauczyłam się nie warunkować mojego poczucia szczęścia od rzeczy, które ode mnie nie zależą. Możesz nazywać to wyparciem, możesz nazywać to robieniem dobrej miny do złej gry – dla mnie problemy z płodnością były główną rzeczą, która uświadomiła mi, że nie wszystko od nas w życiu zależy. I czasem warto zamiast wypatrywać wymarzonego celu, rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, co już masz. Bo może masz już wiele.

Wiesz, nie było tak, że obudziłam się pewnego razu i już nagle wiedziałam. Za powyższym akapitem stoi kilka lat mojego życia, niepłodność, różne porażki, które wytrącały moje życie z ustalonego przeze mnie planu. Nie ma we mnie zgody na myślenie: „tak, na pewno będę mamą”, „tak, muszę zostać mamą”. Nie muszę. Nie wiem, czy zostanę. Być może moja droga prowadzi zupełnie w innym kierunku. Na to się godzę. Żyję pełnią życia tu i teraz, robię wszystko na 100% i nie czekam na ten mityczny czas, kiedy nagle zrozumiem, co to szczęście, trzymając małego człowieka na rękach. Tak, pewnie będę wtedy szczęśliwa, ale nie czekam z tym do tego momentu. Wiem, że myślenie „tak, muszę…” wiele niszczy w życiu, w związku, a dziecko sprowadza do roli kolejnego gadżetu, który musimy mieć jako dorośli. Być może to mocne słowa, ale tak to właśnie czuję.

Możesz mi teraz powiedzieć: wow, dziewczyno, to świetnie! Ja Ci na to powiem, że czuję się z tym nawet trochę niezwykle – szczególnie, kiedy wiem, jaka droga za tym stoi. Szczególnie, kiedy jakiejś innej Kiedyśmamie powiem parę słów – dla mnie oczywistych i wyjętych prosto z serca, a dla niej mocnych i ustawiających życie na nowo. Taka jestem, tak mam. Ale muszę wyrzucić z siebie jeden ciężar.

Otóż, moja droga, przestaję rozumieć ludzi.

Mam wrażenie, że mało osób rozumie tę moją akceptację i pokój. Nie rzucam się na dzieci znajomych, bo generalnie nie należę do wylewnych emocjonalnie osób, nie traktuję swojego kota jak substytut dziecka, nie pokazuję na każdym kroku, jak bardzo mi doskwiera niepłodność. I co jest najdziwniejsze, odnoszę wrażenie, że to niektórym sprawia problem. Że gdybym spotykając się z jakąś mamą, zrobiła sobie milion zdjęć z jej dzieckiem, a potem zbierała na Facebooku komentarze „wow, pasuje Ci”, spotykałabym się z większym zrozumieniem. Że gdybym wzdychała, płakała i wywracała oczami ze smutkiem na widok dzieci znajomych, byłabym bardziej do zaakceptowania.

Myślę, że mogę powiedzieć to głośno: tak, ja zaakceptowałam swoją niepłodność. Ale nie każdy wśród moich bliskich zaakceptował ją tak, jak ja. I tak sobie czasem dostaję takie kopniaczki, które mają pokazać mi moje miejsce w szeregu. Bo przecież dopóki nie mam dzieci, nie wiem, czym jest szczęście. Dopóki nie mam dzieci, nie wiem, czym jest zmęczenie. Co ja mogę wiedzieć o życiu, skoro żyję tak, jak żyję. Nie wolno mi się cieszyć, narzekać – mam pokornie czekać i dla mnie samej będzie lepiej, jak dołożę wszelkich starań, by to czekanie skończyło się jak najszybciej.

Prawda jednak jest taka, że być może nigdy nie poznam tego „prawdziwego” szczęścia i zmęczenia. I jedyne, co mogę zrobić, to angażować się w to, co mam teraz i przyjmować to z powagą i szacunkiem. I ile razy słyszę o tym mitycznym szczęściu, które jeszcze czeka na mnie za drzwiami, to czuję pewne lekceważenie do życia, które prowadzę teraz. A to jest po prostu smutne – bo jest to jedyne życie, jakie mam. I nawet, kiedy pomyślę sobie, że to się skończy, gdy zajdę w ciążę, nie niesie to pociechy – jeśli ktoś ma mnie akceptować dlatego, że zostałam matką, podziękuję z góry za taką akceptację.

Tak się czasem czuję i o tym chcę Tobie powiedzieć – po to, żebyś Ty wiedziała, że być może z pewnymi myślami nie jesteś sama. Po to, byś wiedziała, co może czuć Twoja siostra czy przyjaciółka.

A najbardziej na świecie chciałabym to wszystko umieć powiedzieć osobom, które mnie wprawiają w takie poczucie. Żeby nie było – pracuję nad tym. Czasem nawet się udaje.

***

Miło mi, że posłuchałaś mojej opowieści. Jeśli coś Cię poruszyło w tekście – daj znać w komentarzu. Porozmawiajmy o tym, wymieńmy się myślami i emocjami. A jeśli czujesz dokładnie to samo – uśmiechnij się, bo nie jesteś z tym sama.

Reklamy

5 thoughts on “Jedna rzecz, która mnie martwi w ludziach

  1. Uda Ci się im to powiedzieć, albo sami zrozumieją i przestaną pytać. Z czasem się unika takich osób … Życzę Ci z całego serca, żeby unikać nie trzeba było. Bardzo wiele z nas przeszło/ przechodzi to samo co Ty, cieżko się przyznać. Coraz więcej osób na szczęście rozumie i wykazuje empatię.

    Lubię to

    1. ciężko się przyznać, a jest nas coraz więcej 🙂 kiedy znajomi z mojego przedziału wiekowego zaczęli zakładać rodziny, okazało się nagle, że te najprostsze przypadki – chcieli mnie dziecko, zaszli w ciążę, urodziło się, super – to jakaś rzadkość, u większości zaszły powikłania czy przy zajściu, czy przy samej ciąży. Taki mamy klimat najwyraźniej. Dzięki za Twój głos, pozdrawiam przepięknie 🙂

      Lubię to

  2. Jesteś jedną z nielicznych znanych mi osób, która potrafi pogodzić się z losem czy decyzją Boga, jak kto woli. Bardzo spodobało mi się Twoje niesamolubne podejście do życia, ktore sobie wypracowalas po nieudanych testach. W swoim najbliższym otoczeniu mam parę, która za cel życia postawiła sobie rodzicielstwo i udało im się po dwóch insyminacjach – urodziły się bliźnięta. Ale ich życie dzisiaj to istna ruina, dzieci stały się problemem, który trzyma dawno nieistniejący związek. I to jest jeden z tych bardzo dobrych przykładów na to, że nie wszystko to co chcemy jest dla nas dobre. Jest wiele osób, które na dzieci po prostu nie zasługują, a chcą je, bo wszyscy je mają. Uwielbiam czytać Twoje dojrzałe podejście do tematu, bez szaleństwa i na luzie. Dobrze jest wiedzieć, że są tacy ludzie, dla których świat nie kończy się przez niepłodności. Świat jest dziwnie skonstruowany, ale mysle, że madrze. Czasem wystarczy poczekać na swoją kolej i robić swoje, aby pewnego dnia bardzo miło się zaskoczyć 🙂
    Ściskam Cię mocno, mocno !!!

    Lubię to

    1. dzięki za ciepłe słowa, ogrzewają to styczniowe popołudnie 🙂 jedną z pierwszych historii niepłodności, jaką usłyszałam w momencie, kiedy zaczęło do mnie docierać, że w sumie to już można by powiększyć rodzinę, była właśnie historia z gatunku „muszę”, bardzo podobna historia jak u Twoich znajomych. I tak pamiętam o tym cały czas. Czasami zdumiewa mnie, jakimi dziwnymi kolejami układa się życie – ale nie pozostaje nic innego jak nie dać się zwariować i czekać, szukać, mieć oczy szeroko otwarte. ściskam ❤ 🙂

      Lubię to

  3. To bardzo mądre co piszesz. Myślę, że nie każdy umie się pogodzić z przeciwnościami losu i może dlatego niektórzy Cię nie rozumieją, ja rozumiem chociaż nie mam podobnych przeżyć. Życzę Ci cierpliwości i zrozumienia od innych 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s