Naucz mnie przegrywać, naucz mnie wygrywać

Kiedyś – czyli kilka lat i kilkadziesiąt testów ciążowych temu – lubiłam sobie myśleć, co się stanie, kiedy zajdę w ciążę. Jak będę wszystkim mówić, co powiem mojemu mężowi, a co rodzicom… ach i och po prostu. Teraz czuję, że gdybym zobaczyła te dwie mityczne kreski, to raczej zamknęłabym się w pokoju i nie wychodziła przez 9 miesięcy, trzymając kciuki za to, żeby to była prawda 😉

girl-918734_1920

Mogłabym teraz sobie powiedzieć, że takie myślenie dotyczy akurat tylko starań o dziecko, bo to dla mnie jednakowoż skomplikowany temat. Ale ostatnio zauważyłam niesamowitą rzecz, którą chcę się z Wami podzielić – otóż odkryłam, że… nie umiem wygrywać.

Sytuacja zrodziła się taka, że w najbliższym czasie zmieniam pracę. Co ważne, to ja ją zmieniam, a nie ona mnie. A zmieniam, bo znalazłam sobie lepszą. I tak wyszło. Znajomi się cieszą, trzymają kciuki, mąż dopinguje mnie jak może – nikt nie ogarnia, czemu ja chodzę ze skwaszoną gębą. Do tego jeszcze dołóżcie sobie kontekst taki, że jestem zdeklarowaną humanistką, studia wybrałam zgodne z moimi pasjami, a nie kalkulacjami, ale miałam w głowie bardzo mocno pytania takie jak ‚czy mi się uda’ w wersji light, czy ‚ jak sobie poradzę jako sprzątaczka w biedronce’ w wersji hard. Rzeczywistość mnie zaskoczyła, bo już na studiach zaczęłam pracę w zawodzie i z każdym kolejnym miejscem pracy uczę się coraz więcej, jest coraz lepiej. Wydawałoby się, że to gotowy przepis na happy-end, tymczasem co ja robię?

Nieruchomieję. Jestem autentycznie przerażona i nie umiem się odnaleźć w tej sytuacji. Mam milion czarnych scenariuszy, nie rozumiem, dlaczego akurat mnie wybrano, co takie było w mojej aplikacji. Melisę jak tak dalej pójdzie, będę jadła na sucho. I wiecie, co jest najdziwniejsze? Bez problemu umiałam sobie poradzić z kilkoma zwolnieniami, które do tej pory mnie spotkały – a wymiękam poznawczo przy tym, że to ja zmieniam pracę.

I tak odkrywam, że łatwiej mi przyjąć w życiu konsekwencje czyjegoś działania – zwolnili mnie, zadziało się coś z zewnątrz – niż wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje i zmienić pracę. Czujecie tą różnicę? Tak jakbym wolała, żeby ktoś mi robił w życiu źle, niż żebym ja sama miała zawalczyć o swoje dobro. Bo ‚sama zawalczyć’ zawsze oznacza podjęcie swojej decyzji i niemożność powiedzenia, że to przecież „mnie zwolnili” – a to przecież wygodniejsze. I trochę się uśmiecham pod nosem na myśl o tej przewrotności – jestem wspaniale przygotowana na wypadek porażek i awaryjnego ogarniania sytuacji, a nie umiem się zachować, kiedy mi się coś udaje.
A teraz najlepsze: odruchowo chcę Wam namachać akapit o tym, jakie to smutne, że nas nie nauczono radzić sobie w społeczeństwie z sukcesami, że boimy się odpowiedzialności, że nikt nam nie przekazał tego, jak zarządzać swoim życiem, a nauczono nas, jak się asekurować na wypadek wpływu decyzji innych. I mentalnie daję sobie od razu po łapach: nas nauczono? A może Ty się nauczyłaś? Znowu ci mityczni oni i to cudowne poczucie bierności, kiedy ktoś podejmuje decyzję zamiast Ciebie.Czyli, proszę państwa, wypada przyznać mi się bez bicia – no chyba nie umiem wygrywać. A do tego jeszcze – wolę czasem zwalić winę na tzw. mitycznych onych, zamiast rzetelnie przyznać, że to ja nie ogarnęłam. Materiał do pracy jest, słodkie jarzmo odpowiedzialności czeka 😀 A jak u Was? Ogarniacie Wasze sukcesy i sukcesiki, czy macie tak, jak ja?

Reklamy

4 thoughts on “Naucz mnie przegrywać, naucz mnie wygrywać

  1. Lubię swoje sukcesy. Zawsze sobie powtarzam, że nie sztuką jest dostać coś na tacy. Sztuką jest samemu to osiągnąć. Też powinnaś sobie to powtarzać. Powinnaś cieszyć się z tego, że osiągnęłaś coś sama i sama zdecydowałaś się na krok do przodu, zmianę. To jest sztuka, której nie każdy jest w stanie podołać. Cieszmy się z małych rzeczy. Wtedy łatwiej przyjdzie na cieszyć się z większych.

    Lubię to

  2. Sukces tego typu niesie nowości w naszym życiu. Co nowe to takie trochę nieznane, a my lubimy to do czego się przyzwyczailiśmy. Stare jest przewidywalne, oswojone. Nowe niesie niepokój, nie zawsze wiemy czego możemy się spodziewać. Może o to chodzi? 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s